Literatura z ceraty

 

Jakub Żulczyk w polityce o Barei (kawałek bezpłatny). Bareja. Oglądało, się go w latach osiemdziesiątych z zachwytem ale, i świadomością, że to jednak wyłącznie kabaret. Że, to jest i nie jest, ta rzeczywistość, która nas otacza. Bareja lubił śmiech, ale wszak, najmniej to trafna twarz rzeczywistości. Zapewne, jednak zrobił jedno. Pokazał, że mitologizowany PRL (zwłaszcza na prawicy), był światem, w którym ludzie żyli, zwyczajnie. Groteska, jest właściwa kabaretowi, więc, czegoż więcej oczekiwać?

Im, dalej od PRL-u tym bardziej się wydaję, że to rzeczywistość, zgoła nieuchwytna, gdyż zanurzona w punktach odniesienia, które, już nie istnieją.
Na równi  z “Sami swoi” który to film był  i nie był o wsi ale był, sagą osiedleńców w gruncie rzeczy (wiem, co piszę, bo przyszedłem na świat na ziemiach obiecanych,gdzie zawsze tkwiła, w powietrzu jakaś niepewność, niejasność). Jest, to świat z kolei mitologiczny.
O reszcie polskiej kinematografii, nie będę pisał. O Wajdzie, Zanussim, czy nawet Kieślowskim (który  wydaję się, najbliżej być świata o którym mówi). To, już inteligenckie projekty, z tezą. Mam, na myśli, uformowane przez światopogląd reżyserów. Wajda tworzy wielką, trylogię polską, na sposób zgoła romantyczny. Zanussi, przefiltrowuję, świat, przez swój intelektualny i emocjonalny wgląd.
Jednak, są to, projekty osobne, indywidualne.
Brak, opisu i świata, który minął ba, brak opisu jego końca i początku obecnego (myślę, tutaj, jednak o literaturze, prozie mimo, że zacząłem od filmu).
Powiedziałbym, że nawet przydałby się taki projekt, ale od razu z takiej myśli się świadomie wycofuje.
Gdyż, przeszłość w Polsce, historia nawet ta nieodległa, jest od razu zawłaszcza obecnie (od przełomu), przez narrację prawicową, gdzie rządzi dominanta eposu (a nie małej stabilizacji, żeby wspomnieć Różewicza). Ludzie są albo mali albo wielcy, ale nic pośrodku. Gdzie piszę, się z dużej litery, i używa (czy też, nadużywa przymiotników).
Lewicowa narracja, wypiera się poniekąd PRL-u, nie dostrzegając, jego pozytywnych stron, które w tym, dziwnym państwie istniały.
Chce być, nowoczesną zachodnią socjaldemokracją (powiedzmy), bez przeszłości z carte blanche. A to jeden z synonimów, powodów jej nieistnienia.
Nie, ma sensu wspominać o konkurencyjnych do głównego nurtu, politycznych narracjach takich, jak feministyczna (są, to zabawy ściśle, wewnątrz środowiskowe, nawet,jeśli, nagłaśniane). Nie, są to jednak tryby narracji, mogące zmienić główny, nurt ale, tego, też przecież nie ma. Stąd, i pewna nieunikniona porażka, bo bojowa literatura, trafia w próżnię, przepaść, dogłębne nic, null, zero-nic. Jej, atutem siłą, jest kontestacja, a musi mieć, co kontestować, ale tu , jak się okazuje, nie ma czego (przynajmniej, jeśli chodzi o literaturę). Nie, ma czego, ponieważ nie istnieje, żaden wiodący obraz świata, po 1989 roku. Raczej, mozaika, rozrzucona na dywanie. Raczej fragment, niż całość.
Ostatnią, spójną narracją była tzw. proza małych ojczyzn. Ale, to już było ileś lat, temu i za pisarzami jeszcze wlókł się rodem z PRL-u, cień charyzmy.
Który jednak, wybitnie się kurczył,znikał ,,romantyczne” posłannictwo zostało zastąpione przez, co? Właściwie, tak na dobrą sprawę, to nie wiadomo. Ostatnim, harcownikiem wydaję się być, J. Pilch. Ale, on wszak ,należy do zamkniętej szuflady prozy polskiej.

Trzeba wspomnieć o bumie na początku lat, 90-tych na autorów, zakazanych, jak Hłasko, chociażby.
Szybko okazało  się, że nimb mocno spłowiał. Po, części dlatego, że odnosili się do świata ,który przestał istnieć. A wraz z nim, oni (co, niezbyt dobrze świadczyło, o randze gloryfikowanych autorów).
Skąd, taka popularność pisania kryminałów (piszą literaci, piszą krytycy nawet)?
A więc. Literatura jako rozrywka, i czemu nie?
Ostatnio (wczoraj) jakiś kawałek kryminału w jednej z gazet ogólnopolskich. Wznowiona, tradycja drukowania w odcinkach, powieści.
Ostatecznie,jest kanikuła.
Czytam, że polski czytelnik przesycony, nawałem wciąż nowych nazwisk z literatury zwraca się ku rodzimym autorom. Niektórzy nie lubią Kalicińskiej. Ja przeczytałem, jedną rzecz.

Skierowana do kobiet, w wieku określonym, jest pocieszaczem, tworzy spójną wizję świata, dla targetu. Nic, do tego nie mam.
Jeśli, o mnie chodzi ostatnio przeczytałem z jedną trzecią ,,Próchna”Berenta. Wydała się, ta pozycja książką ożywczą (oczywiście nie końcowe partie, gdyż mam taki dziwny obyczaj, że czytam z reguły wstępy i posłowia, jak i pierwsze partie i końcowe. Jeśli rzecz, jest nadal interesująca. Mimo , że nieudana, i prozaik zapomniany, to jednak większym nerwem opisany świat jeszcze niewolny, ale realny.
W chwilę potem , się głęboko wystraszyłem. Czy, jest z mną aż , tak niedobrze?
Otóż, że lepiej do mnie przemawiają urywki Berenta, a nawet (obrócić się, i trzy razy splunąć przez ramię), Żeromskiego?
Czytam (fragmenty), polemik i wzajemnych listów do B. Schulza (piszę Gombrowicz, piszę Witkacy).
Nie przypominam sobie, podobnej polemiki o, tak gatunkowo ważkiej randze po 1989 roku.
Przecież , już przebrzmiały spór klasyków z barbarzyńcami umarł śmiercią naturalną. Klasyków czytają, ci, co, zawsze czytali. Barbarzyńcy, utknęli w ślepym zaułku dawno temu.
Kanikuła.
Kanikuła, panie.
Kiedy Świetlicki (dziś , czcigodny obiekt badawczy doktorantów), w piosence ,, Grzmotyl” nabija się, z mieszczańskiej prezenterki telewizyjnej, to usiłuje wzniecić fine de siec-le żar, sporu między mieszczuchem a literatem.
Ale, tego sporu, już też nie ma.  Nie , istnieje w tym, starciu poeta, ponieważ istnieje, charm i szarm,(wielce, wątpliwy), warszawskiej elity, reaktywnie produkowany, powielany, i retransmitowany z milionów ekranów.  Siła, obrazu i rażenia, nieporównywalna. Elity, nawiasem , mówiąc, nudnej i wtórnej, powielającej, bezrefleksyjnie zachodni pozór, na wschodnią toporność.

Autorowi, tego tekstu, przypomina się, jak babka autora z ,,Burd” (byłą, krawcową min.), wyciągała, różne modele, i klientki wybierały, jaki chcą model. Oczywiście, to były już nie najnowsze,  wydania, ale historyczne modele, jednak kobieca próżność, była nieustępliwa.
Wybity, na wybitnego pisarza M. Witkowski (owszem, da się przebrnąć przez ,,Lubiewo”), miał wykreować literaturę gender-ową (przyznaję, z pokorą niezbyt rozumiem ten modny termin), jednak równych wielkością następców nie widać. Wyczyny a’la Jean Genet , nie są z kolei, tak odkrywcze, po prostu istniało nie zagospodarowane pole. Sam, pisarz po jakimś czasie, bluzgnął na promotorkę, i odżegnał się od literatury, poważnej, pisząc ,,Drwala” i zachwycając się skandynawską pisarką Camille Lackberg (sprzedała 5 milionów egzemplarzy). Nad Wisłą, jednak podobny osiąg, to jakieś marzenie, chyba, żeby rzecz dotyczyła Czechów, których akurat jest podobno tylu.
Nie, chodzi nawet o to, że w kraju, gdzie hitem jest serial ,,Ojciec Mateusz” to się udać, nie może. Po, prostu do tego przepisu, trzeba czegoś więcej. Gest bluzgnięcia na promotorkę powtórzył, ostatnio inny wielki współczesny pisarz polski, laureat największej polskiej nagrody literackiej. Staw, się nieco zakołysał, i w chwilę potem zastygł w znieruchomieniu. Plotka, rynsztok, leciuchny powiew, skandaliku (jednak bardziej interesujący, dla warszawskich salonowych, lwów, niż publiki, jako takiej). Nieco, uchylona pokrywka nad garnkiem lansu, odsłoniła nieco zaplecza, życia literackiego. Bez straty dla czytelników, gdyż czytelnik z tzw. przeżytą liczbą lat i tak w recenzje, nie wierzy.
Jednak (jeszcze raz Witkowski), gest wzgardy, dla literatury ambitnej, znalazł szybko naśladowców, i mnóstwo literatów, a nawet krytyków literackich, zaczęło popełniać kryminały. Nie, można więc odmówić inkryminowanemu wpływu na życie literackie. Przywodzi, to na myśl, autorowi tego tekstu, rząd książek na biblioteczce z znakiem klucza, albo jamnika na okładce, pisarzy kryminałów okresu PRL-u, które po latach czyta się wyłącznie z najwyższym rozrzewnieniem.
Ale, tak poza tym to, co jest?

Kanikuła jest.
Trochę ostatnio, potyczek ale nie mrawych archidiakonatu polski z smokiem gender. Jak, się przegląda portale angielskie, to mnóstwo jest tego, to stały, rutynowy element. Do rzeczonego projektu mam stosunek obojętny, pod warunkiem, że nikt, nie będzie usiłował, wmawiać, biednemu, oszołomionemu i wierzącemu w mądrość kolorowej prasy i literackich recenzentów, że jest to literatura, przez duże L, a reszta już nie. Takiej, raczej nie ma obecnie, być może rzecz w okresie dziejowym. A może, to objaw normalności?

W Polsce, wielka literatura, istniała zawsze, jako placebo, substytut, rzeczy nieistniejących. O,tym nie należy zapominać (krytyka natomiast , z reguły dotycząca rzeczy, sposobu istnienia, była rzeczą drugorzędną). Owa, fantazmatyczność, sama w sobie jest tematem, i to pierwszorzędnym. Wiedział, to Wyspiański (notabene, kiłowiec), i jasno obwieścił. Ciekawe, że podobna ,,mgławicowość’, nie towarzyszy, literaturze ościennej sąsiadów. Jak , się można domyślać, z powodu, nie tylko idei, ale i mocnego istnienia państwa, uczucie rzeczywistości, nie zostało nigdy nadwyrężone, ponad miarę.
A, co do gender.Mam, wrażenie, nie-istotnego rozdęcia zjawiska dość marginalnego, do rozmiarów nad-wymiarowych, poza tym, kiedy, wreszcie w kraju nad Wisłą, rzecz się ukorzeni, na Zachodzie, będzie już panie, co innego, bo jak powiedział (nie, pomnę, kto, niestety), w Polsce rzeczy się, objawiają z plus minus, 100 letnim zapóźnieniem.
Już, wygasłe, za miedzą, tu zaczynają błyszczeć, i żyć, drugim życiem, co, jako żywo przypomina świat Brunona Schulza z ,,Sanatorium pod Klepsydrą”.

Ten że, przetrwał, mimo inspiracji Kafkowskich, ponieważ uczynił z tego swój, temat. I ja bym, tą bardzo szeroko pojętą prowincjonalność, właśnie hołubił. Nie wstydził,się jej:

a, to złotych zębów wujka, co przyjechał na tydzień ze wsi odwiedzić krewniaków, czy ojca wiecznie, nosem smarkającego na ziemię, czy mamusi wciąż w kościele wysiadującej. Ja, wiem, jak się wyjedzie do dużego miasta, wpadnie między Starbucksa a McDonalda, człowiek od razu już, wstydzi się ceratowych obrusów  u rodziców w domu. Ikeą pachnie, Ipodem, kawą z Starbucksa.
Polska, trochę przypomina, bohatera, serialu ,,Daleko od szosy”. Pamiętamy, dzielnego bohatera, tego znakomitego dzieła, realizmem przyćmiewającego, niejeden film dokumentalny. Pamiętamy, dąsy wybranki, bo ze wsi, bo krok nie ten, mowa i w ogóle. To, była symboliczna ,,K U L T U R A”, a obecnie, jej zmartwiała, już przestarzała, namiastka podglądana, z zapałem na Zachodzie. Ponieważ, t o jest dogłębnie prowincjonalne, właśnie, to jaranie się Zachodem, przyznające, od razu, obcej, nie rodzimej, importowanej jak chińskie półbuty, naskórkowej bo powierzchownej, (bo, bez jej zaplecza, gleby), ideologii.

A nic, innego nie mamy, faktycznie na podorędziu, poza prowincjonalnością. Ponieważ, spory ideologiczne, sztucznie często kreowane, istnieją na uboczu, życia, jako domena papierowych wojen. Szkoda na nie, czasu.

A, tak poza tym.
Kanikuła.
* Nie wspomniałem o osobnym zjawisku , obwieszczanym onegdaj przełomem czyli M. Ale, to nie ironia, próbowałem wielokrotnie, przeczytać i odpadałem po paru pierwszych stronach. Po, prostu. Mam, z tego powodu wyrzuty sumienia, gdyż jak każdy ćwierć inteligent, uważam,że skoro chwalą, to wiedzą co mówią, ale no, nie mogę, po prostu nie mogę.
I jestem, lekko zatrwożony, bo, albo jestem nie na czasie (no, minęło już parenaście lat , od tamtego czasu). A, nie być na czasie, to panika, to dom starców, sekcja eutanazji, pobocze drogi, jednym słowem „bieżnik” historii.
Jedyny pozytywny fakt, że potem jak się wydaję, wydawcy zaczęli wydawać, nie tylko przekłady literatury obcojęzycznej. I, fakt język literacki się rozluźnił, ale, też niekoniecznie to wyszło na dobre w wszystkich przypadkach.

Jest parę nazwisk w obiegu ostatni. ,,Zrób mi jakąś krzywdę”,,,Noc, żywego żyda”,”Siódemka” „Domofon”, „Masakra”. Podaję tytuły, krążące w eterze.Ale, jeszcze nie przeczytałem, jedynie fragmenty dostępne na witrynach wydawnictw. Pewnie przeczytam, bo ciekawi mnie, czy ktoś ma pomysł, na odmalowanie panoramy polskiej ,,nierzeczywistości”. Moje gusta są dziwne. Jedną z rzeczy, która mnie ostatnio zafrapowała, była powieść O.T ,,Prowadź swój, pług przez …” o pewnej nawiedzonej obrończyni zwierząt. Nie, szukając od razu analogii, z M.Atwood, choćby, zafrapowała mnie powieść, jako inwersja, odczytałem ją na opak.Rzecz istotnie ciekawa. Nawet, jeśli nie zdobyła (jak podejrzewam, jakiejś większej popularności).

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s