I.Kerteszowi post-mortem.

Przed południem doczytałem się , że zmarło się węgierskiemu pisarzowi I. Kerteszowi (jeśli, taka deklinacja nazwiska, jest poprawna). Dobrze, że zaistniała jego literatura, jak i dobrze, że można jej nie czytać:
A ja od dawna, już nie sięgałem.
Od, paru lat.
Gdyż, byłoby dobrze: powiem paradoksalnie, gdyby jego opowieść ( i ogólniej literatura o ludziach w sytuacjach skrajnych), pozostała zakurzonym eksponatem, a nie wciąż żywym opisem ludzkiej inwencji.
Nie będę ukrywał, pisarz męczący potwornie w czytaniu nie mniej, niż   Kafka w swoich ,,Dziennikach” a to, już osiągnięcie a nawet duński pisarz Kierkegaard. A to, już podwójne ukoronowanie.

  Już, samo pisanie tego nekrologu potwornie mnie zmęczyło. A, jednak uchylić się, nie mogłem.

P.S
Zresztą pisarz nekrologów, istniał kiedyś taki zawód i świetnie oddaje, to skądinąd notację, pisarstwa Kertesza. Gdybym, pisał biografię a raczej para-biografię, pisarza:
byłby to, pisarz piszący u wejścia do cmentarza za niewielką opłatą nekrologi i mowy pogrzebowe. Tak, sobie wyobraziłem przy małym stoliku u wejścia do cmentarza. Jakieś sto a może dwieście lat temu. Piszącego nekrologi, podczas kiedy jego alter ego wzorowane na  pisarzu o nomen omen zbieżnym nazwisku Kertesz, ale imieniu Akos (postać najzupełniej realna) pisałby jego biografię (układacza mów pogrzebowych) w zupełnie innym poza- europejskim kraju (ale, powiedzmy rozgrywającą się jakieś sto lat wcześniej od czasów obecnych) załóżmy w ciemno, że raczej byłaby to Ameryka.

Pisarz ów (wymyślony), opisywałby możliwą Europę (taką, która się  d o p i e r o  wydarzy wraz z tym, co stało się, osnową pisarstwa  tym, razem prawdziwego a nie fikcyjnego Kertesza), na kanwie wymyślonych losów nikomu nieznanego, małomiasteczkowego układacza mów pogrzebowych żyjącego gdzieś w Europie Środkowej. Po, którym mógłby (gdyby,  rzeczywiście istniał w czasach o których, mówi powieść), nie pozostać nawet ślad, wkrótce po niemieckiej wizycie złożonej w Europie Środkowo-Wschodniej. Co, więcej (ukłon w stronę piętrzenia fikcji, aby dobyć prawdy, jeśli nie zabrzmi to zbyt górnolotnie), fikcyjny biograf, równie fikcyjnego bohatera powieści z elementami jedynie biografii realnego pisarza ale, tak jakby urodził się,  pokolenie przed zagładą (Shoah) a, więc wchodzącego w nią już,  jako dojrzały mężczyzna powiedzmy w wieku Akosa Kertesza (pierwowzoru narratora i autora fikcyjnej powieści o autorze mów pogrzebowych) albo (równie dobrze) w wieku w którym umiera oryginalny I. Kertesz  i…..tak dalej i tak dalej, ale, dalej już piętrzyć fikcji nie ma potrzeby.

Ażeby, to spuentować dodałbym że, ów fikcyjny autor fikcyjnej biografii, nie-istniejącego pisarza, żyjący (oczywiście fikcyjnie) w państwie w którym nigdy nie gościli ,,Untermensch” i gdzie, zdaję się nigdy Kertesz nie był, w tym super-bezpiecznym kraju ukrywałby się, wciąż niczym fikcyjny bohater jego własnej  powieści. Nie, jest to powieść niemożliwa w sensie: nie-realna psychologicznie.

Ale, tutaj już trzeba włożyć ciemne okulary, fałszywe dokumenty, fikcyjną tożsamość i niczym człowiek pochodzenia żydowskiego w czasie okupacji, usiłujący przetrwać pogrążyć się, w wielopiętrowej fikcji. Gdyż, w głowach tych, którzy przeżyli (zapewne) wciąż toczyła się, nierozstrzygnięta dyskusja. Kim, jesteś skoro przeżyłeś? I pytanie, to brzmi i rozbrzmiewa sporem o tożsamość. O, jej zachowanie. O przetrwanie czegoś więcej, poza fizyczną postacią. Gdyż,  jest nagie i łatwo jest je zniszczyć, a najłatwiej i zarazem najtrudniej , to co jest znakiem tożsamości.

Nowy Adam Kadmon

Wyobraźmy sobie świat w którym po przebudzeniu, ludzie nie pamiętaj kim byli, są , kto jest ich znajomym, krewnym, dzieckiem, kiedy po raz pierwszy ujrzeli śnieg, kiedy kochali i kiedy się śmiali po raz pierwszy. Świat w którym ludzie tracą pamięć totalnie, bez odwołania, bez możliwości jej wskrzeszenia, gdyż nawet zachowane pamiątki, zdjęcia, filmy wideo, wpisy do pamiętników, to wszystko się z nimi nie łączy, nie dźwięczy, przeszłość pozostaje głucha i niema. Zapewne taki, świat byłby wybawieniem. Byłby, też skądinąd demonicznym doskonałym odbiciem, bez postaci. Wizerunkiem nicości, zwycięstwem materii.

 

_________________________________________________________________

P. S II

Już, po napisaniu tekstu, zastanowiłem się, skąd wziął się, tutaj nagle Adam Kadmon, gdyż w tekście tym, spontanicznym pojawił się. Dzień, dwa wcześniej, czytałem sobie o stadium lustra Lacana. Poprzez obraz, jego definicję w tekście analitycznym i jakieś echa, który ten opis przywołał widać, moja wewnętrzna maszyneria zaczęła błądzić, drążyć i kwestię rozważać. Zajrzałem szukając tropów do odmętów internetu i znalazłem ten, że ciekawy passus:

[Akiba]

[…He says, in Abot, iii. 14, “How favored is man, seeing that he was created in the image! as it is said, ‘For in the image, made man'” (Gen. ix. 6). That “in the image” does not mean “in the image of God” needs no proof; for in no language can “image” be substituted for “image of God.”].

źrodło: http://www.jewishencyclopedia.com/articles/761-adam-kadmon

Na, sam koniec poczułem niejasne wyrzuty sumienia, że ten tekst mający dotyczyć, zmarłego pisarza nagle, gdzieś zabłądził w rejony nieco oddalone, ale czy istotnie?

Advertisements

One thought on “I.Kerteszowi post-mortem.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s